POLITYKA

Poniedziałek, 15 lipca 2019

Polityka - nr 22 (2556) z dnia 2006-06-03; s. 48-50

Świat / Chiny

Adam SzostkiewiczJędrzej Winiecki  [wsp.]Agnieszka Mazurczyk  [wsp.]

Za mao o rewolucji

Przewodniczący Mao w 1966 r. rozpętał rewolucję kulturalną. Prasa zachodnia pełna jest rocznicowych artykułów i wzmianek o wydarzeniach, jakie 40 lat temu wstrząsnęły Chinami ludowymi. Tymczasem chińskie media milczą. Dlaczego?

16 maja 1966 r. Mao podpisał okólnik wzywający do bezwzględnej walki z fałszywymi ideami burżuazyjnymi. Pretekstem było wystawienie w Pekinie sztuki, w której cesarzowi sprzed wieków dostaje się za niesprawiedliwe potraktowanie urzędnika. Sztukę odebrano jako krytykę Mao przemyconą pod historycznym kostiumem. Niektórzy datę wydania tej instrukcji uważają za początek katastrofy, jaką okazała się wielka proletariacka rewolucja kulturalna.

Czterdzieści lat później chińskie gazety jeśli o niej w ogóle wspominały, to w notkach o wystawie obrazów z tamtej epoki, odtworzeniu zabytkowego parku pekińskiego, który został wówczas zniszczony, lub w historycznym przyczynku o losie studentów, których rewolucja Mao zastała akurat w Moskwie (stosunki chińsko-radzieckie były wtedy fatalne). Media na kontynencie – inaczej niż na Tajwanie i w Hongkongu – nie odważyły się na nic więcej.

Skutki rewolucji okazały się tematem tabu.Z osłupieniem obserwuję, jakie bzdury i nieścisłości wypisuje się w prasie na ...