POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 47 (2581) z dnia 2006-11-25; s. 118-123

Na własne oczy

Agnieszka Rybak

Za metą

Byli wielcy. Ich występami żyła cała Polska. Zdobywali medale mistrzostw świata, Europy i spartakiad. Zabrakło tego jednego: olimpijskiego krążka gwarantującego dożywotnią państwową emeryturę. Zakopiańscy tytani nart żyją dziś w biedzie i zapomnieniu.

Sport w Zakopanem zrodził się z biedy i góralskiej dumy. Silnego pragnienia, żeby się wybić, wdrapać na górę. Józef Daniel-Gąsienica, dziś lat 62, specjalista w kombinacji norweskiej, mówi o tym przeżuwając chleb z salcesonem w rodzinnym domu na Krzeptówkach. Częściej można go spotkać pod tutejszym sklepem, gdy ma trochę pieniędzy i towarzystwo. W zgodnej opinii był najzdolniejszym z pięciorga sportowego rodzeństwa. Starsi bracia, Andrzej i Franciszek, uprawiali skoki narciarskie. Siostry, Helena i Maria, biegały i startowały w konkurencjach alpejskich. W sumie zdobyli 22 tytuły mistrza Polski.

A zaczynali od usypania pagórka za domem. Na Krzeptówkach dzieci do ćwiczeń mobilizował Tadeusz Kwapień, biegacz, olimpijczyk, społecznik. Tu utworzył filię klubu Wisła Zakopane. Jego rodzice mieli piekarnię, ojciec organizował zawody.

Połowa polskich olimpijczyków startujących w 1956 r. w Cortina d‘ Ampezzo pochodziła z filii z Krzeptówek. Stąd wylecieli w świat jak ptaki z gniazda.

Instynkt latania

Józefę ...