POLITYKA

środa, 21 sierpnia 2019

Polityka - nr 49 (2683) z dnia 2008-12-06; s. 65-67

Historia

Adam Kożuchowski

Za ojczyznę, za pieniądze

Armia zawodowa to wynalazek stary jak cywilizacja. I skuteczny. Powoli wracamy do niej po eksperymencie z armią z powszechnego poboru, trwającym 215 lat.

Mniej więcej od zarania dziejów aż do drugiej połowy XIX w., kiedy to pojawiły się ubezpieczenia społeczne, państwowa służba zdrowia i emerytury, wojsko stanowiło główny wydatek rządzących. Była to też jednak inwestycja dająca nadzieję olbrzymich zysków. Zwłaszcza w krajach skazanych na wspomaganie swych skromnych budżetów łupami wojennymi.

Jedną z bardzo niewielu rzeczy, jakie źródła mówią nam o Mieszku I, jest to, że posiadał drużynę złożoną z 3 tys. pancernych, otrzymujących regularny żołd. Dysponując tą siłą książę Polan lub jego bezpośredni poprzednicy, o których już nic pewnego nie wiemy, zdołali podbić i zjednoczyć pod swą władzą Wielkopolskę i Mazowsze, a później również Małopolskę i część Pomorza, zamieszkane przez mniej więcej milion ludzi. Drużyna Mieszka uporała się z tym zadaniem zastanawiająco szybko – a więc zapewne i brutalnie. Ibrahim Ibn Jakub, żydowski kupiec z Hiszpanii, oceniał, że setka zawodowych fighterów księ...