POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 46 (2219) z dnia 1999-11-13; s. 36-37

Świat

Adam Szostkiewicz

Zabawka życie

W śledztwie trzymali w swych pokojach zabawki. Jonathan - misie, Robert - kolekcję troli. Jonowi śniło się, że uda się uratować Jamesa, a świat będzie wielką fabryką czekolady. Dwuletni James Bulger, którego zamordowali przed sześciu laty w sąsiedztwie stacji kolejowej Walton w Liverpoolu, przychodził też w snach do Roberta. W zeszłym tygodniu szef brytyjskiego więziennictwa zaproponował, by zabójców dziecka zwolnić, gdy osiągną pełnoletność - za kilka miesięcy. Ich sprawa wstrząsnęła i podzieliła mieszkańców Zjednoczonego Królestwa.

W poszukiwaniu motywów zbrodni policja, pracownicy socjalni, psychologowie i psychiatrzy zbadali środowisko rodzinne młodocianych zabójców. Matka Roberta, Ann Thompson, miała w momencie tragedii niecałą czterdziestkę, jej ojciec był kierowcą ciężarówki, bił córkę od wczesnego dzieciństwa, najczęściej po pijanemu. W święta Bożego Narodzenia w domu ustawiano choinkę, jedzono indyka; co niedzielę w odświętnych ubraniach rodzina chodziła do kościoła. Ann wyszła za mąż za równolatka, elektryka, w swoje osiemnaste urodziny. Małżeństwo trwało siedemnaście lat; mąż odszedł zostawiając ją z szóstką synów dla starszej od siebie o 18 lat kobiety, ale Ann, jak twierdziła, kochała go mimo wszystko - pracował, zarabiał, dzieci radziły sobie w szkole. Owszem, pił, ale w Liverpoolu piją wszyscy. Kobiety też. Pijackie sceny są więc stałym elementem wychowania dzieci w środowiskach takich jak dom Thompsonów.

Drugim leitmotivem okazało się znęcanie chłopców między sobą, starszych nad młodszymi. Roberta dręczyła para Malcolm i Brian; gdy urósł ...