POLITYKA

środa, 19 grudnia 2018

Polityka - nr 6 (6) z dnia 2018-05-16; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 30. Do czego nam ego; s. 50-54

MY. EGO wśród bliskich

Joanna Cieśla

Zachować proporcje

Edyta Worobiej Jak rodzice mogą pomóc lub zaszkodzić dziecku w budowie adekwatnego obrazu siebie.

Joanna Cieśla: – Wychowanie faktycznie wpływa na obraz siebie?
Edyta Worobiej: – Oczywiście.

A jednak spotyka się czasem przebojowe czy wręcz zarozumiałe dziecko wycofanych rodziców. Lub zahukane potomstwo asertywnych menedżerów, wychowujących według maksymy „do odważnych świat należy”.
Bo swoją rolę w rozwoju człowieka i jego sposobie zachowania odgrywa jeszcze temperament, który ma podłoże biologiczne i zdaniem wielu jest niemożliwy do zmiany. Jeśli kogoś cechują silne predyspozycje np. do skrajnej ekstrawersji albo introwersji, będzie to miało wpływ na jego funkcjonowanie – nieraz silniejszy niż to, czego taki ktoś dowiaduje się na swój temat od innych ludzi. Ale w większości przypadków to właśnie docierający do człowieka przekaz: jaki jest i jaki być powinien, wpływa na to, co o sobie myśli i jak działa.

I to jest właśnie obraz siebie?
Tak. Ten idealny, czyli wyobrażenie tego, jakim chciałoby się być. I realny, pokazujący, ...

Rozmówczyni jest psychologiem, w trakcie szkolenia psychoterapeutycznego atestowanego przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne. Przyjmuje w Poradni Psychologicznej PrimoPsyche w Warszawie. Od 10 lat pracuje z dziećmi i młodzieżą zmagającymi się z nieśmiałością, stanami lękowymi, obniżonym nastrojem i trudnościami w relacjach z otoczeniem. Jest autorką publikacji naukowych, m.in. „O poczuciu samotności jako zagubieniu w rozwoju osobowościowym młodzieży” w: „Młodzież zagubiona – Młodzież poszukująca”, red. Z.B. Gaś (Lublin, Wyd. WSEI); „Obraz siebie u osób po próbach samobójczych. Badania pilotażowe” (wraz z S. Filipiak), w: „Suicydologia” (2010).

Fazy dziecięcego „egoizmu”

Noworodek i niemowlę zachowują się tak, jakby zamierzały całe otoczenie, a później zwłaszcza matkę pozyskać na wyłączność. Przyciąganie uwagi opiekunów służy zwiększeniu biologicznych szans na przeżycie, zaspokojeniu psychologicznej potrzeby bezpieczeństwa oraz zdobyciu jak największej liczby bodźców służących rozwojowi. W nawiązywaniu kontaktu pomaga szybko zdobywana umiejętność skupiania wzroku na obiekcie odległym o ok. 20 cm, tak jak twarz nachylającego się nad dzieckiem dorosłego oraz – rzecz jasna – płacz, jeden z najbardziej skutecznych sposobów oddziaływania na ludzi. Jean-Paul Piaget, szwajcarski badacz rozwoju, oceniał, że ok. 4–8 miesiąca dziecko zaczyna odróżniać siebie od innych przedmiotów i otoczenia. Jeśli nauczy się, że otoczenie troszczy się o zaspokojenie jego potrzeb, nauczy się zaufania i wchodzenia w więzi. Erik Erikson, inny wielki teoretyk rozwoju, podkreślał, że poczucie podstawowej ufności, które powinno zostać zbudowane w początkowym okresie życia, przyzwyczajenie do stałości i powtarzalności (przez obecność znanych twarzy i rytuałów) jest potrzebne do wytworzenia się początków poczucia tożsamości. Struktury poznawcze i przekonania na temat siebie samego powstające w bardzo wczesnym dzieciństwie pozostają później dość stałe. Choć na poziomie praktycznym, zachowań, wydawać się to może paradoksalne: dzieci, które w najwcześniejszym okresie są silnie zależne od opiekunów, biegną do mamy czy taty za każdym razem, gdy są np. przestraszone, wytwarzają w sobie przekonanie, że mogą liczyć na wsparcie zawsze, gdy jest ono potrzebne. W dorosłości są bardziej zdolne do autonomii i niezależności niż te, które z lękiem i wyzwaniami musiały sobie radzić same.

Dziecko w drugim i trzecim roku życia zaczyna być kompetentne w różnych dziedzinach. Potrafi się samodzielnie przemieszczać, zaspokoić przynajmniej niektóre podstawowe potrzeby fizjologiczne, wreszcie – coraz skuteczniej porozumiewać się z dorosłymi. Staje się świadome tego, czego chce, a na co nie ma ochoty, i próbuje załatwiać różne sprawy zgodnie z własną wolą. Testuje, co jest akceptowalne, a co nie. Często się złości – przeciwstawia się dorosłym, buntuje, bywa przekorne. Te zachowania są drogą do budowania własnych granic. Dziecko odkrywa, że ma swój świat, w którym może istnieć odrębne od rodzica. Z perspektywy dalszego rozwoju w grze „w stawianie na swoim” przydatne są zarówno sukcesy, budujące autonomię, wiarę w siebie, otwartość na świat i poczucie sprawczości, jak i porażki – jako niekiedy konieczne do zachowania bezpieczeństwa i jako wstęp do nauki o szanowaniu granic innych ludzi.

Czas do około siódmego roku życia opisywany jest jako okres egocentryzmu dziecięcego. Przedszkolak zwykle potrafi sprawnie mówić, coraz lepiej też idzie mu myślenie symboliczne, ale nie jest w stanie wejść w perspektywę, stany mentalne czy emocjonalne innych osób. Mówiąc potocznie – na ogół nie jest zdolny do empatii, skupia się na własnych pragnieniach i potrzebach. Gdy ktoś przeszkadza mu je zaspokoić – np. inne dziecko zabiera zabawkę – wyraża złość, a nieraz i agresję. Potrafi gryźć, drapać i ciągnąć za włosy, ponieważ nie rozumie, że rówieśnicy tak samo jak on odczuwają ból. Bywa też zdolne do tego, co dorosłym wydaje się psychicznym okrucieństwem – dokuczania, złośliwych przezwisk, wyśmiewania, bo nie rozumie, że to, co z jego perspektywy jest bardzo zabawne, rówieśnikowi sprawia przykrość. Co ciekawe, z badań m.in. prof. Keitha Oatleya z uniwersytetu w Toronto wynika, że skutecznym sposobem przyspieszenia rozwoju empatii, jak i inteligencji emocjonalnej w ogóle (oraz rozwinięcia ich w późniejszym wieku) jest czytanie – bajek, opowiadań i powieści. Najpierw przez rodziców, z czasem – samodzielne.

Ok. 12.–13. roku życia młody człowiek nabywa zdolności do myślenia abstrakcyjnego i autorefleksji, co pozwala nazywać cechy charakteru: jestem prawdomówny, uczciwy, koleżeński, opisy stają się coraz bardziej wszechstronne. Próbuje też weryfikować opinie na własny temat przedstawiane mu przez osoby dorosłe. Jednocześnie, ze względu na start biologicznego procesu dojrzewania płciowego, może przeżywać stany emocjonalne, które nie mają uzasadnienia w świecie zewnętrznym. Sam nie wie, dlaczego nagle czuje się bardzo radosny albo bezbrzeżnie smutny. Psychologowie nazywają to „bezprzedmiotowością emocji”. Ze względu na nowość tych przeżyć i brak podobnych doświadczeń młody człowiek bywa całkowicie skupiony na własnych doznaniach, wydaje się tracić zainteresowanie otaczającą rzeczywistością. Co więcej, wydaje mu się, że bliższe i dalsze otoczenie jest świadome jego przeżyć i równie mocno jak on sam nimi zainteresowane.

Podobne przekonania w ostatnich dekadach utrzymują się u ludzi nawet po przekroczeniu 20. roku życia. Choć słabnie bezprzedmiotowość emocji, pozostaje egocentryzm młodzieńczy – poczucie, że jest się przedmiotem obserwacji wyobrażonej publiczności. Według koncepcji Piageta, rozwiniętej przez Amerykanina Davida Elkinda, jest to przejaw rozwoju poznawczego, człowiek wchodzi na poziom metarefleksji: myśli o tym, co inni mogą o nim myśleć. Najważniejsi widzowie to oczywiście rówieśnicy – stąd np. koncentracja na wyglądzie, przejmowanie się defektami urody itp., ale też skłonność do zachowań ryzykownych, brawury, którą nasila typowe dla tego okresu przeświadczenie o własnej niezniszczalności (bo zdrowie na ogół jest dobre, ze śmiercią ma się mało doświadczeń). Ten okres kończy zwykle przyjęcie na siebie poważnych zobowiązań – początek stałej pracy, założenie rodziny – choć nie jest to żelazną regułą w świecie coraz słabiej nagradzającym dojrzałość i odpowiedzialność, a coraz bardziej liberalnym wobec infantylizmu aż do późnej dorosłości.