POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 46 (2219) z dnia 1999-11-13; s. 24-28

Kraj

Janina Paradowska

Żagle w dłoń

Unia Wolności wygląda na najbardziej stabilne ugrupowanie na polskiej scenie politycznej. Jest to jednak stabilizacja na frustrującym poziomie. Nie wiadomo przecież, jak na pozycję UW wpłynie najtrudniejsza w jej historii próba, czyli koalicja z AWS. Dlatego w Unii odżyły spory między zwolennikami wyraźnego liberalnego oblicza partii a zwolennikami ocieplenia programu i wizerunku.

Unia jest jedynym samodzielnym ugrupowaniem wyrosłym z ruchu Solidarności, odnoszącym, choć ze zmiennym szczęściem, sukcesy. Nie ma żadnych podpórek związkowych, nie ma PRL-owskich korzeni dających przewagę organizacyjną i finansową. Unia Wolności, czyli prawdziwa partia, wyjątek na polskiej scenie politycznej kształtowanej dotychczas głównie przez bloki polityczne. Tę wyjątkowość podkreślają chętnie liderzy.

Od chwili swego powstania jako Unia Demokratyczna partia ta ma mniej więcej stałą reprezentację parlamentarną - od 60 do 70 posłów i kolejne sondaże pokazują, że na tyle może liczyć, jeżeli zachowa społeczne poparcie w granicach 12 do 14 proc. Z dotych-czasowych doświadczeń wynika, że UW nie szkodziły nawet najbardziej spektakularne odejścia (konserwatyści Aleksandra Halla, później grupa Jana Rokity) ani nie dodawały sił połączenia. Najbardziej obiecujący alians z liberałami z KLD (w 1994 r.) nie spowodował przecież przełomu w postaci zwiększenia liczby wyborczych głosów, przyłączenie się części działaczy Unii Pracy stało się zaś epizodem bez znaczenia. Na poparciu dla partii nie zaważyła też znacząco, jak na razie, koalicja z AWS. Ale czym ...