POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 8 (2181) z dnia 1999-02-20; s. 25

Kraj

Ryszarda Socha  [wsp.]Aleksander ChećkoMaja Wolny  [wsp.]

Zakłócenia komunikacyjne

Udręką polskiej Temidy są nie tylko protestujący chłopi, lecz politycy. Tam gdzie doszło do ewidentnych przestępstw podczas blokad dróg, prokurator będzie ścigał, a sąd sądził. Ale co z dwoma tysiącami wniosków skierowanych do kolegiów do spraw wykroczeń o złamanie przepisów porządkowych, skoro rząd oznajmił, że blokowanie dróg - jako forma protestu - było uzasadnione? I jaką w związku z tym mają szansę na odszkodowania poszkodowani w wyniku blokad - np. firmy transportowe?

Jak zwykle, kiedy w tle znajduje się polityka, wymiar sprawiedliwości dostaje febry. Stosunkowo najprostsze wydają się być przypadki kryminalne, gołym okiem widziane w telewizji; brutalne bicie kierowców forsujących blokadę, rzucanie butelek z benzyną w stronę interweniujących policjantów. Lecz sam obraz telewizyjny nie zawsze jest dla prokuratora wystarczający nawet do wszczęcia dochodzenia z urzędu. Potrzebne jest zawiadomienie o przestępstwie (lokalne władze najwyraźniej nie palą się do tego), zeznania pokrzywdzonych (których uszczerbek bywa mniejszy, niżby się pierwotnie wydawało) i świadkowie (czyli - szukaj wiatru w polu).

Doświadczenia wielowątkowego śledztwa, toczącego się po brutalnej, górniczej demonstracji w Warszawie w 1995 r., w wyniku której jeden z policjantów został kaleką, są przygnębiające. Mimo okazywanych zdjęć i przesłuchania setek świadków prokurator musiał umorzyć postępowanie z powodu niewykrycia sprawców. A rzecz działa się pod budynkiem Urzędu Rady Ministrów w stolicy, nie, jak teraz, gdzieś na szosie.

Jest dziś w kraju wszczętych ponad 20 postępowań w sprawach karnych w związku z blokowaniem dróg przez rolników, lecz od pierwszych prokuratorskich ...