POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 29 (2202) z dnia 1999-07-17; s. 34-36

Świat

Grzegorz Dobiecki

Zakonnica z wąsami

Przed pięciu laty Lionel Jospin postanowił definitywnie wycofać się z czynnego życia politycznego. Jako urzędnik służby cywilnej oddał się do dyspozycji Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Kuluarowa wieść niesie, iż ówczesny szef tego resortu Alain Juppé nie zechciał ujrzeć go w roli ambasadora Francji. Gdziekolwiek. Wkrótce ujrzał go zatem na własnym miejscu: w fotelu premiera.

Jeszcze pięć lat temu Jospin był w stanie politycznej agonii. Tak się przynajmniej wydawało jego socjalistycznym przyjaciołom. Jack Lang, były minister kultury, wierny gwardzista prezydenta François Mitterranda, powiadał: Lionel to loser, wieczny przegrany. Rekordzista w dyscyplinie wyborczych porażek. Fakt, Jospin paskudnie przegrał bój o fotel deputowanego z departamentu Haute-Garonne, choć wtedy, w 1993 r. francuscy wyborcy powiedzieli masowo socjalistom: panom na razie dziękujemy. Rok później, na zjeździe partii, wycofawszy się wcześniej z bratobójczych walk frakcyjnych nie poparł nikogo z konkurentów. Wygłosił za to mowę miażdżąco krytyczną dla całej epoki mitterrandyzmu, będącą jednocześnie (jak się wkrótce okazało) zarysem jego programu na wybory prezydenckie. I jeszcze wtedy Michel Charasse, ekonomista o zapalczywości Grzegorza Kołodki, mówił o przyszłym premierze Francji: On jest jak zakonnica z wąsami, tyle że znacznie bardziej nudny. Dla tzw. kawiorowej lewicy Jospin uchodził za nudziarza i moralistę, który powinien pozostać belfrem, a nie brać się za "nowoczesną politykę".

I oto ten, którego przez ...