POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 24 (2658) z dnia 2008-06-14; s. 46-48

Rynek

Piotr Stasiak

Żale skrypofila

II Rzeczpospolita pożyczała od swych obywateli sporo. We wrześniu 1939 r. do wykupienia pozostały obligacje wartości 2 mld ówczesnych złotych. Tych rachunków do dzisiaj nie rozliczyły rządy PRL ani wolnej Polski. Czy teraz wszyscy będziemy musieli ten dług zwracać?

Piotr Bykowski, bankowiec z Warszawy, jest skrypofilem, kolekcjonuje stare obligacje i inne papiery wartościowe. To nietypowe hobby, choć zyskujące w ostatnich latach popularność – w całej Polsce zajmuje się tym około 120–150 osób. Zbierają m.in. obligacje emitowane przez rządy państw i miast, pożyczki zapałczane, akcje spółek, linii kolejowych, kopalni (zwanych niegdyś kuksami). Ze względu na kunsztowne ozdobniki są to nierzadko małe arcydzieła ówczesnej sztuki graficznej i drukarskiej.

Ceny przedwojennych papierów zazwyczaj nie przekraczają dziś kilkudziesięciu złotych, choć na światowych aukcjach najrzadsze okazy dochodzą do 30 tys. euro. Poza prywatnymi kontaktami – w przypadku tak rzadkiego hobby to nieuniknione – forum handlu i wymiany eksponatów stał się Internet i serwis aukcyjny Allegro, który Bykowski i inni pasjonaci odwiedzają regularnie. W ostatnich miesiącach ceny obligacji, emitowanych w latach 1924–1937 przez polski rząd, ostro poszły w górę.

Dla kolekcjonerów sprawa jest oczywista – przedwojenne obligacje są skupowane przez osoby, które zwietrzyły w tym dobry interes. Wcześniej papiery dłużne II RP ...