POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 3 (3194) z dnia 2019-01-16; s. 12-14

Temat tygodnia

Ryszarda Socha

Zamach

Paweł Adamowicz był prezydentem Gdańska przez 20 lat i rósł razem z tym miastem. Padł ofiarą ślepej, bezrozumnej nienawiści.

Było pięknie. Radośnie i podniośle. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy kończyła granie. Nadchodził czas „Światełka do nieba”. Kulminacji. Prezydent Adamowicz ze sceny mówił o tym, że „Gdańsk jest szczodry, dzieli się dobrem, że chce być miastem solidarności”. W górę wyciągnęły się ręce z siejącymi skry zimnymi ogniami. I wtedy na scenę wskoczył nożownik. Dopadł do Adamowicza. Ciosy trafiły w serce, brzuch, przeponę. Napastnik nie próbował uciekać. Długie kilkadziesiąt sekund „tańczył” triumfalnie przed publicznością, jeszcze nie bardzo rozumiejącą, co się stało. Wykrzykiwał swoje „uzasadnienie”: „Halo, halo! Nazywam się Stefan W****t. Siedziałem niewinny w więzieniu. Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz”.

Jako pierwszy zareagował ktoś z obsługi technicznej, potem wkroczyła ochrona. Stefan W. został obezwładniony.

Trójmiejskie media szybko rozpoznały w 27-letnim nożowniku bohatera swoich publikacji sprzed kilku lat. Został skazany na 5,5 roku więzienia nie „za niewinność”, ale ...