POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 23 (2301) z dnia 2001-06-09; s. 18

Wydarzenia

Anna Szulc

Zamiast serca głaz

Dyrektor Wawelu wydał wojnę legendzie czakramu

W imię racjonalizmu i wiary dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu oraz proboszcz wawelskiej katedry odcięli ludności dostęp do ściany. A właściwie do tego, co za ścianą jest lub nie ma. Uprawianie praktyk okultystycznych nie licuje z godnością Wawelu – wyjaśnili gospodarze wzgórza na specjalnej tablicy. Sprzeczne jest też z zasadami katolicyzmu. Na Wawelu nie działają żadne niezwykłe siły – tłumaczyli.

Za ścianą jest (lub nie – rzecz dyskusyjna) święty kamień, zwany też wawelskim czakramem. Czakram rozsławili jeszcze przed wojną Anglicy. To właśnie według brytyjskich ezoteryków w podziemiach zachodniego skrzydła zamku na Wawelu, w których znajdują się pozostałości po romańskim kościółku świętego Gereona, miał ukryć się jeden z siedmiu uzdrawiających kamieni świata, określanych przez okultystów gruczołami Ziemi.

Jednak obiektem powszechnego uwielbienia stał się czakram dopiero w latach 90. To wtedy o miejscu wielkiej mocy zaczęto kręcić filmy, pisać książki i reportaże, a nawet pracę dyplomową w Akademii Sztuk Pięknych. O kamieniu rozprawiali radiesteci i bioenergoterapeuci, astrolodzy i jasnowidze, z franciszkaninem Klimuszką włącznie. Na Wawelu zaczęli pojawiać się pielgrzymi – hindusi. Godzinami stali nieruchomo na zamkowym dziedzińcu, zwyczajem reszty pielgrzymów przyklejając ręce, głowy, brzuchy lub plecy i pośladki do gładkiej ściany kaplicy Gereona.

Kiedy sława czakramu sięgnęła zenitu, wyszło na jaw, że władze Wawelu wcale nie podzielają światowego uznania dla ...