POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 12 (2950) z dnia 2014-03-19; s. 100-102

Ludzie i style

Marcin Piątek

Zapasy z piłką

Chuligani warszawskiej Legii zafundowali jej nowym właścicielom, Bogusławowi Leśnodorskiemu i Dariuszowi Mioduskiemu, trudny start. Ostatnie awantury, mówią, zniweczyły rok pracy.

W normalnych okolicznościach mecz Legii z Wisłą Kraków byłby jednym z hitów sezonu, jednak zamiast święta była stypa przy pustych trybunach. To efekt kary nałożonej na mistrzów Polski przez Komisję Ligi za bójki chuliganów Legii i Jagiellonii Białystok w sektorze gości podczas poprzedniego ligowego spotkania przy Łazienkowskiej. Legia i tak może mieć poczucie ulgowego traktowania, bo jej kibice od dawna testują cierpliwość działaczy. Do bójek wprawdzie nie dochodziło, ale na żylecie, trybunie zajmowanej przez ultrasów, regularnie odpalano zakazaną pirotechnikę i wywieszano flagi, na których widniały dwuznaczne symbole, interpretowane jako rasistowskie, a nawet nawiązujące do faszyzmu.

Straty, jakie Legia poniosła w ciągu minionych kilku miesięcy wskutek kar finansowych za wybryki kibiców oraz zamykania trybun, sięgają 6 mln zł. Od stycznia biją one po kieszeni Dariusza Mioduskiego i Bogusława Leśnodorskiego, którzy odkupili klub od koncernu ITI (kwota transakcji pozostaje tajemnicą). Elementem strategii było objęcie przez Leśnodorskiego fotela prezesa Legii pod koniec 2012 r. – Boguś miał wyprostować wiele spraw, które stał...