POLITYKA

Niedziela, 17 lutego 2019

Polityka - nr 10 (10) z dnia 2014-11-05; Niezbędnik Inteligenta. Miasta i ludzie; s. 107-110

Miasta XXI wieku

Jacek Żakowski

Zapędziliśmy się w ślepą uliczkę

Benjamin Barber o tym, dlaczego rządy nad światem powierzyłby burmistrzom

Jacek Żakowski: – Gdyby Barber rządził światem…
Benjamin Barber: – To zrobiłby wszystko, żeby stworzyć światową demokratyczną władzę.

Jak?
Skrzyknąłby burmistrzów i oddałby im rządy. To by była jego jedyna decyzja. Bo – w odróżnieniu od polityków rządzących państwami narodowymi – burmistrzowie są demokratami, działają efektywnie, muszą być pragmatyczni. Potrafiliby rozwiązywać problemy globalne tak, jak na co dzień rozwiązują problemy lokalne, które w coraz większym stopniu wynikają z rosnącej bezradności państw i systemu międzynarodowego. Państwa już nie radzą sobie z trwającymi od dekady procesami, jak ograniczenie emisji CO2, ani z lokalnymi kryzysami, jak wojujące Państwo Islamskie.

Dlaczego sobie nie radzą?
Bo są instytucjami minionej epoki.

Wiele instytucji z poprzednich epok wciąż ma istotne znaczenie – sądy, kościoły, armie.
Państwo też ma znaczenie, ale już nie wystarcza. W zbliżonym do obecnego kształcie powstało 400 lat temu. Przez 300 lat sprawdzało się doskonale. Utrzymywało porządek na swoim terytorium, kontrolując ...

Benjamin R. Barber – światowej sławy amerykański politolog, specjalizujący się w problemach związanych z procesem globalizacji, budowaniem demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Prezes międzynarodowej organizacji pozarządowej CivWorld; autor kilkunastu książek, w tym przetłumaczonego na 30 języków bestsellera „Dżihad kontra McŚwiat”. Ostatnio ukazały się w Polsce jego rozważania o kondycji miast „Gdyby burmistrzowie rządzili światem”.

Detroit: miasto widmo

[na podst.] (TZ)

Choć – jak opowiada Benjamin Barber – zakłady w Detroit produkują coraz bardziej ekologiczne auta, co przyczynia się do globalnej ochrony środowiska, samo miasto ma poważne kłopoty. W latach 50. i 60. dzięki fabrykom Forda, GM i Chryslera Detroit było najzamożniejszym po Nowym Jorku miastem USA. Na wyrastających w błyskawicznym tempie przedmieściach powstawała nowa amerykańska klasa średnia – po raz pierwszy tworzyli ją bogacący się robotnicy fabryk. Wysokie zarobki umożliwiały awans Afroamerykanom.

Dziś centrum Detroit po zmroku to miasto widmo: opuszczone szkielety domów z zamurowanymi oknami, plątanina wiaduktów i tuneli, puste parkingi i domy wyglądające jak bunkry albo magazyny. To modelowy przykład kryzysu amerykańskich miast, w których bogacąca się klasa średnia uciekła na przedmieścia. Centrum zaś przekształciło się w murzyńskie getto biedy, zaniedbania i przestępczości. Degradacja Detroit to odbicie historii i kryzysu miejscowego przemysłu samochodowego, niegdyś flagowego okrętu amerykańskiej gospodarki.

W 2013 r. bezrobocie wynosiło tu 20 proc. W tym samym roku władze Detroit ogłosiły bankructwo miasta. To największa tego typu plajta w historii USA.