POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 27 (2561) z dnia 2006-07-08; s. 24-28

Kraj / Lustracja

 mjJanusz Reykowski

Zapraszamy na lincz

Przekonanie o potrzebie lustracji stało się obecnie bardzo powszechne. Jedyne, co nadal pozostaje przedmiotem sporu, to kwestia, jak lustracja powinna być przeprowadzana. Co właściwie sprawia, że tak wielu Polaków uważa ją za słuszną i dziś potrzebną?

Problematyka lustracji dotyka powszechnych, elementarnych poczuć moralnych. Mało jest czynów zasługujących, w szerokim odczuciu, na tak silne i tak bezwarunkowe potępienie jak potajemna zdrada tych, z którymi nas łączą więzy przyjaźni, zaangażowanie w ważne wspólne zadania – wspólne „my”. Istnienie każdej ludzkiej wspólnoty – rodziny, grona przyjaciół, klanu, organizacji – opiera się na solidarności, zaufaniu i lojalności jej członków. Dotyczy to także w jakimś stopniu wielkich organizacji i wielkich zbiorowości (takich jak armia, naród, państwo). Dlatego wymóg wierności wobec wspólnoty jest elementarnym nakazem moralnym.

Wymóg ten, chyba nieprzypadkowo, jest pierwszym przykazaniem Dekalogu. Kiedy więc ktoś potajemnie „zmawia się z wrogiem”, przekazuje mu informacje, które mogą zostać użyte przeciwko „swoim”, to osoba ta popełnia trudną do wybaczenia zbrodnię. Za taką zbrodnię narody i państwa skazują swoich obywateli na długoletnie więzienie lub na śmierć. A mniejsze społeczności, które nie mają spisanych kodeksów, skazują ...

Sondaż lustracyjny Polityki. Komentarz

MJ

Ponieważ, jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, w naszej ankiecie zainspirowanej artykułem prof. Reykowskiego nie pytaliśmy ogólnie o lustrację, ale staraliśmy się zbadać, co Polacy myślą o różnych szczegółowych sytuacjach, w jakich znajdują się lub mogą znaleźć osoby lustrowane, ujawniane przez pokrzywdzonych lub pomawiane o współpracę ze służbami PRL. Poznanie tych poglądów jest tym istotniejsze, że kiedy zostanie uchwalona nowa ustawa lustracyjna w wersji proponowanej przez PiS, a wszystko na to wskazuje, to w Internecie będą zamieszczane tysiące zaświadczeń z IPN o zgromadzonych tam archiwach na temat osób zobowiązanych do urzędowej lustracji. Zaświadczenia te będą podlegać swobodnej interpretacji i ocenie moralnej, a ewentualne wyroki sądowe, jeśli zainteresowani będą się odwoływać, zapewne niewiele tu zmienią.

Ankieta pokazuje, że istnieje w społeczeństwie „twarde jądro” lustracyjne, ludzie, którzy nie są skłonni do przyjmowania żadnych okoliczności łagodzących. W zależności od pytania radykalną postawę przyjmuje ok. 13–14 proc., a nieco łagodniejszą – 23–29 proc. Dla tych respondentów de facto każda wzmianka w archiwach SB sugerująca jakieś z nią związki jest dowodem na współpracę.

Druga frakcja – osób, które przypadki opisane w pytaniach są skłonne traktować wyrozumiale – to w sumie ok. 53–57 proc. respondentów, z tym że tych zdecydowanych przeciwników łatwego kwalifikowania kogoś jako TW na podstawie materiałów IPN jest od 18 do 28 proc. Trzeba tu zaznaczyć, że nie musi to oznaczać, że lustracyjne „gołębie” to przeciwnicy lustracji w ogóle, tyle że dowody na współpracę muszą być dla nich naprawdę mocne i ewidentne.

Najbliższe przypadku Zyty Gilowskiej jest pytanie 5 naszej ankiety. Takie dowody jak rejestracja jako TW i same raporty funkcjonariuszy tajnej służby bez własnoręcznych dokumentów rzekomego współpracownika nie są dowodem w sumie dla 53 proc. pytanych w naszym badaniu, ale aż 39 proc. jest skłonne widzieć w tym wystarczające przesłanki, aby uznać kogoś za agenta bezpieki. Ci respondenci uważają zatem, że decydujący głos w tej materii należy do dawnych funkcjonariuszy SB.

Z naszej ankiety wynika, że surowszymi sędziami są ludzie młodzi (18–39 lat), im młodsi, tym surowsi. Największymi lustracyjnymi jastrzębiami okazali się ci, którzy w dorosłość wkroczyli już w III RP. Na drugim biegunie znalazły się 60-latki i starsi, którzy większość życia przeżyli w PRL; ci są w ocenach znacznie łagodniejsi. Ciekawe też, że surowość ocen na ogół wzrasta wraz z wykształceniem respondentów. MJ