POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 38 (2723) z dnia 2009-09-19; s. 92-93

Świat

Tomasz Walat

Zarośnięte ścieżki historii

Nawet w takim kraju jak Norwegia ostatnio ożyła pamięć wydarzeń związanych z II wojną światową. Choć wydawało się, że to przeszłość dawno rozliczona i z wolna zapominana.

W Narwiku, miejscu najbardziej dramatycznych zmagań wojennych, gdzie m.in. Polacy stoczyli zwycięską bitwę z Niemcami, otwarto niedawno nowe Centrum Pamięci. Pojawiły się książki i filmy, które wywołały gorącą dyskusję.

Norwegia dała światu przywódcę nacjonalistycznej partii – Vidkuna Quislinga, którego nazwisko stało się w wielu językach synonimem zdrajcy ojczyzny, kolaboranta wspomagającego zaborcę. Niemniej Norwegia wyszła z wojny z chwalebną kartą. Przyczyniła się do tego działalność norweskiego ruchu oporu. Zbrojną organizację Milorg uznano po wojnie za najbardziej skuteczną grupę sabotażową w Europie. Jej działalność upamiętnił głośny przed laty film „Bohaterowie Telemarku” z Kirkiem Douglasem, przedstawiającym atak na fabrykę ciężkiej wody w Rjukan, który pokrzyżował niemieckie plany budowy bomby atomowej.

W tym roku olbrzymim powodzeniem cieszył się rodzimy film „Max Manus”, którego tytułowy bohater był jednym z przywódców Milorga. Nakręcony z hollywoodzkim rozmachem miał milionową widownię. I rozbudził na nowo emocje związane z wojną. Kiedy podczas kręcenia filmu statyści ...