POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 8 (3047) z dnia 2016-02-17; s. 20-21

Polityka

Piotr Pytlakowski

Zaskakujący komendant

Najpierw pytano: kim jest Zbigniew Maj i skąd go wzięli? Teraz pytają: co na niego mieli? To była dziwna nominacja. To jest dziwna dymisja.

Komendant główny policji Zbigniew Maj dwa razy wszystkich zaskoczył. Najpierw kiedy pokazał światu przepych w gabinecie poprzednika Marka Działoszyńskiego i użył określenia Bizancjum. A potem kiedy zaledwie po dwóch miesiącach zasiadania w tymże gabinecie zrezygnował z funkcji. Pobił rekord. Zapisał się w kronikach jako najkrócej urzędujący komendant główny w historii polskiej policji.

Źródło pomawia, szwagier się mści

Umawialiśmy się z komendantem na rozmowę w środę 10 lutego, o godz. 18.30. Kilka dni wcześniej bliski znajomy Zbigniewa Maja, były wiceminister spraw wewnętrznych Zbigniew Rau, wystawił mu laurkę: skuteczny, dynamiczny, policjant z krwi i kości, taki, co nie bryluje na salonach, ale wykonuje ciężką policyjną robotę. Wkrótce jednak ten sam Rau trochę zmienił zdanie. Wiedząc o zaplanowanym spotkaniu, poprosił, aby przekazać Majowi, że popełnił błąd, mianując niewłaściwego człowieka na komendanta wojewódzkiego w P. – Jestem zawiedziony i rozżalony niektórymi decyzjami personalnymi Zbyszka – oświadczył Rau.

10 lutego o godz. 16.00 komendant główny zawiadomił niżej podpisanego, że do rozmowy nie dojdzie, bo – ...