POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 17 (3208) z dnia 2019-04-24; s. 82-83

Świat

Jędrzej Winiecki

Zbliżacz serc

W Japonii, jednym z najbardziej nowoczesnych państw świata, ludzie wciąż odmierzają czas erami cesarzy. I właśnie zmieniają kalendarze.

Na własną prośbę 30 kwietnia abdykuje 85-letni Akihito. Następnego dnia na tron wstąpi jego syn Naruhito, lat 59. Zmiana jest oczywiście ustrojowa, bo cesarz ma obowiązki głowy państwa, choć nie takie jak królowa brytyjska. Zmiana jest też psychologiczna, skoro dla każdego urodzonego po 1989 r. Akihito był od zawsze. Nawet za życia licznych japońskich stulatków Naruhito będzie dopiero czwartym cesarzem albo góra piątym.

Są też konsekwencje bardziej praktyczne, odczuwalne w codziennym życiu zwykłych Japończyków, także młodych, niespecjalnie interesujących się skostniałą instytucją. Okres panowania wyznacza odrębną erę, zwaną gengō, kluczową miarę w kalendarzu japońskim. Według niedawnego sondażu dziennika „Mainichi” gengō to wciąż podstawowy system odmierzania czasu dla 34 proc. Japończyków. Tyle samo używa dwóch kalendarzy, japońskiego i zachodniego, a jedna czwarta stosuje porządek gregoriański. Jeszcze w 1975 r. czas w rytm gengō upływał 82 proc. mieszkańców.

Następowaniu er towarzyszy więcej emocji niż samej obsadzie tronu – tu nie ma ...