POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 6 (3197) z dnia 2019-02-06; s. 33-35

Społeczeństwo

Ewa Wilk

Zbrodnia, choroba i kara

Proces Stefana W., zabójcy Pawła Adamowicza, z pewnością będzie pilnie śledzony przez opinię publiczną. Nadarza się okazja do odrobienia lekcji z psychiatrii i psychologii. W reakcjach na tragedię ujawniły się bowiem pokutujące w społeczeństwie stereotypy i zwykła niewiedza.

Premier Mateusz Morawiecki, który przyzwyczaił nas do pewnych niekompetencji w rozmaitych dziedzinach wiedzy, kilka dni po zabójstwie prezydenta Gdańska orzekł w oficjalnym przemówieniu, że Stefan W. jest człowiekiem chorym psychicznie („teraz to już wiemy na pewno”). Minister Zbigniew Ziobro swoim zwyczajem wydał wyrok – jeszcze przed aktem oskarżenia – dożywocia (czyli właściwie wykluczył możliwość choroby psychicznej). W licznych komentarzach pojawiły się słowa „świr” (Jan Pospieszalski) czy „wariat” (jeden z posłów). W przestrzeni publicznej fruwają takie kolokwialne wynalazki, jak psychol czy schizol. Najłagodniejszym określeniem jest człowiek zaburzony.

Nie chodzi tu bynajmniej o sugerowanie bez wnikliwej diagnozy biegłych jakichś okoliczności łagodzących wymiar kary czy też jej zaostrzenie – to zrobi sąd. Stefan W. dokonał zabójstwa, nie ulega wątpliwości. Ale amatorskie diagnozowanie, co leżało u psychicznych podstaw tego potwornego czynu, jest niebezpieczne z kilku powodów. Po pierwsze, utwierdza ogół, że doskonale zna się na psychologii, albo też – przeciwnie – sprowadza się do postawy: a po co tu psychobajdurzenie, przecież na zdrowy rozum to bestia, wymagająca bezwzglę...