POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 39 (2369) z dnia 2002-09-28; s. 62

Kultura / Teatr

Jacek Sieradzki

Zbyt ciasna scena

Inscenizacjom nowej dramaturgii często brakuje oddechu i odrobiny szaleństwa. Powodem tego najczęściej jest prozaiczny brak pieniędzy.

Artur Urbański, inscenizator „Obróbki” Martina Crimpa w warszawskich Rozmaitościach, wyrzucił ten przedziwny dialog (i całą postać ślepego taksówkarza) z przedstawienia. Dlaczego? „Proszę mi powiedzieć, kiedy będzie zielone” – mówi kierowca. „Ma pan jakieś kłopoty z oczami?” – pyta pasażerka. „Urodziłem się niewidomy” – potwierdza szofer. Być może z najbardziej przyziemnego powodu pod słońcem: z braku miejsca. I tak dokonali ze scenografką Magdaleną Maciejewską cudu, gromadząc w pomieszczeniu wielkości zwykłego, dużego pokoju tak wiele miejsc akcji: mieszkania, biuro, wagon metra, kawałek ulicy, japońską restaurację. Rzecz jasna, nie w wymiarze realistycznych dekoracji, tylko w formie znaków, sygnałów scenicznych. Na jeszcze jeden znak – właśnie taksówki – mogło im zwyczajnie nie starczyć przestrzeni. Trudno się dziwić. Zaskoczeniem może być raczej sama decyzja realizacji utworu będącego świadectwem fascynacji angielskiego pisarza szaloną, nieprzebytą dżunglą Nowego Jorku, w ciasnej klitce, bez jakichkolwiek możliwości inscenizacyjnych, a przede wszystkim po prostu bez powietrza!

To ...