POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 31 (3121) z dnia 2017-08-02; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Marek Borowski

Marek Borowski

Zdradzieckie mordy – łączcie się!

Adrian opuścił przedpokój Prezesa i udał się w nieznanym kierunku. Czy tylko na chwilę?

Kiedy mój wnuk był mały, stanowczo domagał się w łóżku przed zaśnięciem jakiejś historyjki. Szybko wyczerpałem swój zapas opowieści i po jakimś czasie zacząłem mocno przynudzać. Ciągnąłem jakąś historyjkę o rycerzu, który jechał i jechał na koniu, przez las, przez pole, licząc na to, że mały zaśnie, zanim wymyślę zakończenie. Kiedy poinformowałem, że właśnie wjechał do wsi, Jaś otworzył oczy i powiedział: „Aż tu nagle…”. Coś takiego przydarzyło nam się ostatnio. Pisowski walec toczył się wartko do przodu, rozjeżdżając konstytucję i sądownictwo, opozycja dzielnie walczyła, suweren szykował się lub był na wakacjach. Wszystko jak zwykle. Aż tu nagle… Tłumy na ulicach, młodzi ludzie, nie tylko w dużych miastach, a na koniec jak grom z jasnego nieba dwa weta. Ciekawa sprawa z tymi wetami. Co właściwie powodowało prezydentem? Oczywiście masowe protesty zrobiły swoje, ale – zwłaszcza w świetle zapowiedzi, że niedługo przedstawi własne projekty – ważne jest, co konkretnie mu się w tych ustawach nie podobało.

Otóż nie mam zbyt dobrych wiadomości. W swoim telewizyjnym orędziu wspomniał wprawdzie o konieczności zgodności ustaw z konstytucją (!), ale zaraz potem podpisał ewidentnie niekonstytucyjną ustawę o sądach powszechnych. Ustawę o KRS zawetował, ale tylko dlatego, że poprawki wprowadzającej wybór sędziów do KRS większością 3/5 nie otrzymał w formie odrębnej ustawy, tylko jako dołączoną do ustawy o Sądzie Najwyższym (tak wymyśliły chytruski z PiS, sądząc, że w ten sposób przymuszą prezydenta do podpisania tej ostatniej). Gdyby dostał ją odrębnie – łamiąca konstytucję ustawa o KRS zostałaby też podpisana. I wreszcie Sąd Najwyższy – istnieje niestety uzasadnione podejrzenie, że tu oburzenie pana prezydenta wywołała nie tyle niezgodność z konstytucją (no, może ewentualnie przerwanie kadencji prezes Gersdorf), ile fakt, że podpisując tę ustawę, podpisywał wyrok na siebie. Z jej zapisów wynikało bowiem, że o wszystkim decydował będzie Ziobro, a prezydent – oskarżany słusznie o to, że jest notariuszem Kaczyńskiego – stanie się także notariuszem Ziobry! Tak to „genialny” strateg Kaczyński zmusił Andrzeja Dudę do zawetowania także i tej ustawy. Niebezpieczeństwo polega jednak na tym, że być może wystarczy pozostawić na stanowisku prezes Gersdorf, a wszędzie tam, gdzie wpisano „minister sprawiedliwości”, wpisać „Prezydent Rzeczypospolitej”, i dramatycznie niekonstytucyjna ustawa nagle odzyska blask w oczach pana prezydenta. Być może kraczę, ale opozycja musi zachować czujność i przede wszystkim przygotować własne projekty zawetowanych ustaw, aby w razie, gdyby spełnił się ten gorszy scenariusz, mieć z czym wyjść do ludzi. Na razie wiemy tylko tyle, że Adrian opuścił przedpokój Prezesa i udał się w nieznanym kierunku. Być może do Pałacu Prezydenckiego, a może wyszedł tylko na chwilę i zaraz wróci. Na koniec prezydent i pani premier zafundowali nam pojedynek na orędzia. Czujny internet natychmiast znalazł odpowiednią nazwę dla tego spektaklu: „Orędź Warsaw Festival”. I tyle z życia władzy. Przejdźmy do opozycji.

Nic nie napełnia serca takim smutkiem, jak symetria – „Nędznicy” (Victor Hugo). Taki tajemniczy wpis pojawił się na Twitterze. Pewnie nikogo by nie zainteresował, gdyby nie nazwisko autora wpisu – a był nim Donald Tusk. Niektórzy podejrzewali, że szef Rady Europejskiej, przywalony problemami i krytyką płynącą z rodzinnego kraju, uprawia swoisty eskapizm, oddając się medytacjom i melancholijnym rozważaniom. Nic bardziej błędnego! Po prostu Tusk czyta POLITYKĘ. W niej to bowiem jakiś czas temu ukazała się analiza politycznych postaw Polaków pióra M. Janickiego i W. Władyki „Pożyteczni symetryści”. Autorzy zauważają, że wielu Polaków cierpi na swoistą schizofrenię. Zgadzają się mianowicie z tezą, że PiS niszczy fundamenty demokratycznego państwa i koniecznie trzeba odsunąć go od władzy – czyli PiS nie popierają – ale opozycja też jest diabła warta, nie ma programu i sporo za uszami, więc na nią też nie zagłosują.

Skutek jest taki, że choć jak najbardziej są za odesłaniem PiS do ław opozycji, swoją postawą mogą sprawić, że PiS będzie rządził przez kolejną kadencję. Autorzy nazywają tę postawę symetryzmem, a jej wyznawców – symetrystami, i postawy tej rzecz jasna nie pochwalają. Oczywiście Donald Tusk – pod pozorem cytatu z Victora Hugo, ale przecież nie z nami te numery – znowu wtrącił się w polskie sprawy wewnętrzne, nic więc dziwnego, że prezydent Duda odmówił mu prawa łaski w postaci spotkania i wymiany poglądów na tematy interesujące obie strony. Mnie, jak sądzę, spotkanie z prezydentem nie grozi, mogę więc spokojnie przyłączyć się do krytyki symetryzmu i symetrystów. Całkowicie zgadzam się z Janickim i Władyką, ż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]