POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 7

Groński / Kraj. Zdzisław Pietrasik [1947–2017]

Zdzisław, Zdzich, Zdzisio

Zdzisława Pietrasika, krytyka filmowego, literackiego i teatralnego, wieloletniego szefa działu kultury POLITYKI, wspominają artyści i dziennikarze.

Bardzo go ceniłam za gust literacki i filmowy. Miał niekonwencjonalny i niepodrabialny sposób oceniania, kierował się rozsądkiem i żelazną logiką. Na zawsze zapamiętałam, jak mi mówił w jakiejś rozmowie, że w sztuce najważniejsza jest opowieść, interesujący sposób patrzenia na rzeczywistość, na temat. Opowieść może być poprowadzona realistycznie albo nie, ale ma po prostu do mnie dotrzeć. Jak będziesz przyjmowała rolę – radził mi na początku mojej kariery – niech ci reżyser jednym zdaniem opowie, co chce zrobić. Po tym zorientujesz się, o czym naprawdę chce zrobić film. Człowiek wspaniały, otwarty, zawsze mogłam zadzwonić z jakąś wątpliwością.

Krystyna Janda, aktorka, reżyserka

 

Odszedł nasz kolega pokoleniowy, z którym łączyła nas miłość i zrozumienie filmu. Pisząc lekko, traktował kino z powagą. Znał doskonale historię kina, przeszedł przez polski repertuar lat 60., przez wszystkie nowe fale. Miał doskonałą pamięć. Uważałem go za wybitnego krytyka. Jego recenzje były wyważone, sprawiedliwe, bez zajadłości i poczucia, że tylko on ma rację. Pisał również bardzo ciekawe artykuły zbiorcze omawiające na szerszym tle różne zjawiska kulturowe. A kiedy robił wywiad, to była nobilitacja. Przyjacielski, nigdy nie plotkował.

Filip Bajon, reżyser filmowy

 

Spędziliśmy ze Zdzisławem piękny tydzień w Sopocie. Na zaproszenie festiwalu Dwa Teatry zasiadaliśmy w jury i tam go najlepiej poznałam. Zamknięci długie godziny w maleńkim pokoiku, oglądając spektakle telewizyjne, gadaliśmy, śmialiśmy się, żartowaliśmy. Okazał się świetnym kompanem. A jednocześnie widać było, że teatr jest dla niego czymś bardzo ważnym. Jeśli chodzi o kino, to nasza wrażliwość była różna. Nie zawsze się z nim zgadzałam. Interesowały nas inne rzeczy. Może dlatego jego analizy filmowe nie budziły mojego entuzjazmu.

Agnieszka Holland, reżyserka

 

Był człowiekiem o szerokich zainteresowaniach kulturalnych, nie tylko krytykiem filmowym, ale i literackim, i teatralnym. Wykazywał się nie tylko znajomością tych dziedzin, ale szczególną oględnością w formułowaniu sądów. Starał się nie urazić nikogo, bo zdawał sobie sprawę, jakiego trudu wymaga tworzenie sztuki. Przeprowadził ze mną dwie rozmowy i zauważyłem wtedy, że cechowała go szczególna delikatność w zadawaniu pytań. Jako kierownik działu kultury przyczynił się do tego, że POLITYKA to jedno z ostatnich pism, które wciąż zajmuje się kulturą i poświęca jej sporo miejsca. Chwała jej za to. A mówić o tym tygodniku nie można bez niego. Na koniec, co mogę powiedzieć? Wobec śmierci jesteśmy bezradni, pozostaje nam tylko żal i pamięć.

Wiesław Myśliwski, pisarz

 

Znaliśmy się trochę w praczasach. Z jakichś studenckich festiwali, on był z „itd”, ja ze „Studenta”, panowała zrozumiała konkurencja, żeby nie powiedzieć wrogość warszawsko-krakowska, chociaż zawsze w ważnych sprawach można było się dogadać. Potem, w stanie wojennym, ze Zdzichem minęliśmy się w drzwiach POLITYKI. Ja odchodziłem, on przychodził. To był dziwny czas, wszyscy skłonni byli do moralizowania, wartościowania, co będzie lepiej, a co gorzej, dla Polski oczywiście, ale historia zakpiła z nas wszystkich kilka razy i zostało to, co najważniejsze: dobry film, mądry teatr, piękna muzyka. I to, co się sensownego o tym napisze. Zdzich to wiedział i tego się trzymał.

Spotykaliśmy się potem często na premierach w teatrze, co budziło zdziwienie, że krytyk filmowy, za jakiego uchodził, tak intensywnie interesuje się teatrem i zawsze ma coś naprawdę ciekawego do powiedzenia. Nie wymądrzał się przy tym, nie dawał się zwodzić różnym sztuczkom i „idejkom”, jak mówił Witkacy, tylko zachowywał trzeźwy osąd tego, co widzi, ironię, ale przy tym rodzaj wrażliwości, na rzeczy istotne, właściwy przedstawicielowi niknącego gatunku polskiego inteligenta. Parę lat temu, kiedy szukałem kuratora Warszawskich Spotkań Teatralnych i nie chciałem iść utartą ścieżką festiwali branżowych, tylko myślałem raczej o kompetentnym teatromanie, erudycie, który byłby pierwszym warszawskim widzem, rozumiejącym oczekiwania najbardziej wymagającej publiczności w Polsce – zadzwoniłem do Zdzicha. Trudno sobie wyobrazić, że nie pogadamy już o teatrze, czyli o życiu i śmierci.

Tadeusz Słobodzianek, dramatopisarz,
dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie

 

Jestem w takim wieku, że obserwuję ludzi już pod kątem nieprzemijających wartości. I wśród znakomitych polskich krytyków filmowych Zdzisław Pietrasik to był wyjątkowy człowiek, bo był szalenie życzliwy i zdroworozsądkowy w tym, co pisał. Nie ulegał zachwytom, które nadmuchiwały talenty jak balony do niewyobrażalnych rozmiaró...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]