POLITYKA

Piątek, 17 listopada 2017

Polityka - nr 35 (3125) z dnia 2017-08-30; s. 24-25

Polityka

Grzegorz Rzeczkowski

Zero wstydu

Były szef „Wiadomości” i były dziennikarz BBC Robert Kozak o ludziach i metodach propagandy TVP

Grzegorz Rzeczkowski: – Co szef „Wiadomości” za prezesury Jana Dworaka myśli o „Wiadomościach” w telewizji Jacka Kurskiego?
Robert Kozak: – W najgorszych snach nie przypuszczałem, że w wolnej Polsce można w telewizji publicznej robić program, który jest tak propagandowy. Kilka lat temu powiedziałbym, że to absolutnie niemożliwe. A jednak w XXI w. w kraju członkowskim UE takie rzeczy się dzieją. Dzisiaj nie trzeba już tłumaczyć młodym, jak wyglądała propaganda w PRL, bo mogą to zobaczyć na własne oczy. Te same metody, ten sam sposób pokazywania. Jestem przerażony i jest mi z tego powodu bardzo smutno, także dlatego, że będąc szefem „Wiadomości”, wierzyłem, że ten program może być bezstronny. Dziś, oglądając serwisy TVP i stacji komercyjnych, ma się poczucie, jakby to były relacje z dwóch innych światów.

Jak taka telewizja wpływa na widzów?
Pamiętajmy, że przekaz telewizyjny bardzo silnie działa na emocje. Dlatego propaganda w telewizyjnym wydaniu zaadresowana do odpowiedniego widza jest niebezpieczna, bo skuteczna (co widać choćby w partyjnych sondażach poparcia). Sam to odczuwam, gdy oglądam „Wiadomości”. Czasem pojawia się wątpliwość: a może w tym, co pokazują, jest trochę racji, bo czy można mówić nieprawdę aż tak wprost?

Materiał informacyjny nie może być tak konstruowany, żeby widza do czegoś przekonać, udowodnić mu coś. Ja jestem ze szkoły BBC i tam tę kwestię dawno rozwiązano. Otóż dziennikarz nie dąży do tworzenia obiektywnego materiału, ale ma obowiązek być bezstronny. Można pomyśleć, że to semantyczna różnica, ale tak nie jest. Obiektywizm zakłada, że dotarłem do obiektywnej prawdy i ją głoszę. Bezstronność zakłada, że trudno dotrzeć do prawdy i jedyne, co mogę jako dziennikarz robić, to pokazywać liczące się opinie na dany temat i zderzać je ze sobą. To proste, ale w polskich mediach wciąż mówi się o obiektywizmie dziennikarskim – to moim zdaniem błąd. 

TVP pokazuje rzeczywistość wykoślawioną do granic wytrzymałości. Wszystko, co pisowskie, jest dobre, a byłoby jeszcze lepsze, gdyby nie opozycja, która tylko podkłada nogę i knuje z Niemcami.
Tak jak telewizja w PRL, tak i obecnie programy informacyjne TVP posługują się językiem oraz metodą przyklejania łatek. Chętnie używają sformułowań, które są nasycone emocjonalnymi przymiotnikami. W przypadku opozycji – o negatywnym brzmieniu, w przypadku obozu rządowego – pozytywnym. W BBC w ogóle nie stosuje się przymiotników w przekazach informacyjnych. Każdy wydawca, gdy dostaje tekst młodego dziennikarza, pierwsze, co robi, to wyrzuca mu właśnie przymiotniki. 

W serwisach informacyjnych TVP każdy polityczny materiał ma przekonać ludzi do jakiejś tezy. To kolejna cecha, która narusza standardy. Bo nie robi się materiałów pod tezę – to zasada, której wydawałoby się nikt nie odważy się tak otwarcie zakwestionować. Telewizja potrafiła pójść dalej. Pamiętam słynny materiał „Wiadomości” autorstwa Klaudiusza Pobudzina [obecnego szefa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, której podlegają „Wiadomości” oraz TVP Info – red.], relacjonujący wydarzenie, którego nie było – czyli demonstrację KOD. Oczywiście z tezą, że Komitet stracił impet. Pamiętam też, że po obejrzeniu tego materiału płakałem. Nie mogłem się pogodzić, że coś takiego w Polsce można zrobić i wyemitować. 

Twarzami takich „Wiadomości” są ludzie, z którymi kiedyś pan pracował, czyli Krzysztof Ziemiec i Marzena Paczuska. Dlaczego robią to, co robią?
Gdy kierowałem „Wiadomościami”, a w dużej części przypadało to na czas kampanii parlamentarnej i prezydenckiej przed wyborami w 2005 r., bardzo mi zależało, żeby mieć w redakcji ludzi, którzy myślą inaczej. Zawsze uważałem, że jednomyślność równa się bezmyślność. Dlatego w ówczesnych „Wiadomościach” byli zarówno Kamil Durczok i Mikołaj Kunica, jak i Krzysztof Ziemiec, Marzena Paczuska czy Jacek Karnowski. Myśmy się kłócili, spierali, ale dzięki temu powstawał dobry program, który nie popierał żadnej ze stron politycznego sporu.

Na pewno oddzieliłbym Krzysztofa Ziemca od Marzeny Paczuskiej [która do niedawna byłą szefową „Wiadomości” – red.]. To są dwa różne światy. Za mojego kierownictwa Paczuska była jednym z wydawców. Zawsze była wojowniczką PiS i taką pozostała. Często dyskutowaliśmy o wartościach dziennikarskich, o tym, co to jest bezstronność, co to jest uczciwość, że najważniejszy program informacyjny telewizji publicznej powinien kontrolować władzę. Ale powinien być również propaństwowy. Marzena tego nie akceptowała, ona zawsze próbowała przemycić jakieś stronnicze treści tylnymi drzwiami. To było mało uczciwe, nie było innej osoby w redakcji, która by to robiła. Ona zresztą, do czego później przyznał mi się ówczesny dyrektor Jedynki Maciej Grzywaczewski, pisała na ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]