POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 37 (2671) z dnia 2008-09-13; s. 100-102

Ludzie

Barbara Pietkiewicz

Zgoda z samej góry

I to jest właśnie ta satysfakcja, że spośród miliardów ludzi żyjących na świecie prawdziwego blanika potrafią wykonać dwie, może trzy osoby. Leszek Blanik, oczywiście, wykonuje ten skok najlepiej.

Skok Blanika polega na tym, że zawodnik po rozbiegu robi naskok na odskocznię, przerzut, dwa i pół salta w przód w pozycji łamanej i ląduje tyłem do przodu. Nacisk na nogi przy lądowaniu wynosi 800 kg. Ustać po nim jest trudno. Niektórzy próbowali i połamali kolana.

– Francuz w tym roku pokazał blanika – mówi Ludwik Blanik, ojciec złotego medalisty w skoku przez konia – ale nogi miał podkurczone, więc to raczej był blanik kulony niż łamany, w którym nogi muszą być proste, wyciągnięte wzdłuż tułowia prawie równolegle. Koreańczyk też go pokazał na mistrzostwach świata w ubiegłym roku, ale też nie był to czysty blanik jak złoto.

– Bo prawda jest taka – mówi ojciec medalisty – że prawdziwego blanika umie skoczyć tylko mój syn. Idealnego. No, prawie. W Pekinie to było sześć punktów i siedem dziesiątych. Ideał – siedem punktów. Ale jeszcze nikt nigdy siódemki nie uzyskał. Zawsze jest jakieś mikroskopijne nie do ...