POLITYKA

Poniedziałek, 17 grudnia 2018

Polityka - nr 7 (7) z dnia 2018-06-06; Pomocnik Historyczny. 4/2018. Za chlebem i wolnością; s. 24-25

Prolog

Wika Filipowicz

Zgryzota na talerzu

Kulinarne doświadczenia XIX-wiecznych emigrantów.

Skąpo i nie o czasie. Polityczni wychodźcy w XIX w., głównie mężczyźni ze średniej lub drobnej szlachty (art. s. 16), często młodzi, byli siłą rzeczy nieobeznani z odmiennym stylem życia i inną niż rodzima kulturą kulinarną. Stąd już podczas podróży do miejsca przeznaczenia cudzoziemskie potrawy, które przyszło im jeść, traktowali jako dodatkowe uprzykrzenie uchodźczej niedoli. I tak ryby w Czechach nie smakowały, bo nie skrobano ich przed smażeniem. Pruskie potrawy – wymienia historyczka Małgorzata Karpińska w opracowaniu „Kapustnik versus ostrygi. Kulinarne tęsknoty emigrantów polistopadowych” – jak na polski gust, były za słodkie. Alzacka kawa serwowana w „głębokich talerzach” (miseczkach zwanych boule) nijak się miała do przyrządzanego z pietyzmem naparu pitego w „z porcelany saskiej złotej filiżance”. We Francji, gdzie osiadła większość uchodźców, obiady jadano zbyt późno, a wydawane porcje zdawały się skąpe ludziom przywykłym do obficie zastawionych stołów. Z trudem akceptowali spożywanie na śniadanie nabiału zamiast opisywanych w „Panu ...