POLITYKA

środa, 17 lipca 2019

Polityka - nr 12 (2900) z dnia 2013-03-20; s. 92-94

Ludzie i style

Marcin Piątek

Zieloni biało-czerwoni

O sile piłkarskiej reprezentacji Polski stanowią zawodnicy grający za granicą. Ale tych, którzy po transferze się rozwinęli, jest niewielu.

Zimową przerwę w kwalifikacjach do przyszłorocznych mistrzostw świata w Brazylii selekcjoner reprezentacji Waldemar Fornalik wykorzystał na przegląd stanu posiadania. Październikowy remis z Anglią po niezłym meczu sugerował wprawdzie, że Fornalik ma pomysł na kadrę, jednak po dwóch kolejnych porażkach w meczach towarzyskich – z Urugwajem, a przede wszystkim w marnym stylu z Irlandią – rozterek przybyło.

Fornalik, jak i jego poprzednicy, staje przed dylematem: kim grać, mając tak ograniczone pole manewru? Ekstraklasa jak była słaba, tak jest, więc kadra musi opierać się na zawodnikach grających w klubach zagranicznych. Ale z piłkarzy mających pewne miejsce w obcych klubach nie dałoby się uzbierać podstawowej jedenastki reprezentacji.

Paradoks polega na tym, że wyrwanie się przez piłkarza z Ekstraklasy do mocniejszej ligi, czyli sportowy awans, z reguły nie przynosi korzyści drużynie narodowej. Bo w nowym klubie zawodnik trafia do rezerwy, musi nadrabiać braki i jego forma staje się zagadką. Dlatego większość środowiska piłkarskiego uważa, że zagraniczny transfer to duże ...