POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 41 (3030) z dnia 2015-10-07; s. 37-39

Społeczeństwo

Przemysław Kozłowski

Złapał Arab Tatarzyna

W Polsce żyje od 15 do 25 tys. muzułmanów. Konflikt, jaki ich podzielił, wydaje się bardzo polski – o narodowość i obyczajowość, o stanowiska i pieniądze.

Piątek drugi. Przedwiośnie 2015 r. Stary siwy Tatar otwiera meczet w Gdańsku w samo południe. Zbierają się wierni na cotygodniowe modły. Ablucje, uściski dłoni, głuche poklepywania niosące się echem po świątyni. W meczecie ponad 40 śniadych mężczyzn, w tym z pięciu Polaków – Tatarzy i młody konwertyta z blond lokami. W babińcu – cztery konwertytki. Od roku nie ma imama, więc kazanie i modlitwę prowadzi ktoś wyznaczony przez przewodniczącego gminy. Tego, który był, Haniego Hraisha, odwołano z funkcji imama po 11 latach. W meczecie poruszenie – odwołany jest na sali, czy nie przyszedł? Nie przyszedł.

Oficjalne powody nieobecności odwołanego imama: odwiedza znajomą rodzinę w Kruszynianach, tam gdzie mieszka najwięcej polskich Tatarów. Sam jest Palestyńczykiem, nie Tatarem. Ale pozaprzyjaźniał się w Kruszynianach jeszcze w latach 80. Po przyjeździe do Polski na studia brakowało mu religii, a usłyszał, że pod Białymstokiem żyją jego bracia w wierze – Tatarzy. Ci przyjęli go bardzo ciepło.

Zanim został imamem, był biznesmenem – od małego. Jego pierwsze wspomnienia sięgają wieku trzech lat – ...