POLITYKA

Sobota, 23 lutego 2019

Polityka - nr 18 (3007) z dnia 2015-04-28; s. 16-17

Temat tygodnia

Jacek Żakowski

Zło zwykłych ludzi

Słowa dyrektora FBI Jamesa Comeya wywołały w Polsce niepokojące wzmożenie. Nie podzielam go. I martwi mnie ono. Bo mniej wynika ze słów, które padły, bardziej z lęków, które się w nas kryją.

Na Bogu ducha winnego Comeya zrzuciliśmy już wszystkie bomby atomowe naszego oburzenia. Doprowadziliśmy go do „ubolewania”, co dyplomatycznie sprawę mogłoby i powinno zamknąć. Gdyby nie to, że parę słów jesteśmy winni sami sobie.

Comey – przypomnijmy – stwierdził, że „zwykli ludzie, którzy kochali swoje rodziny, zanosili zupę choremu sąsiadowi i chodzili do kościoła, pomagali złym ludziom w mordowaniu Żydów na masową skalę. Ci mordercy i ich wspólnicy z Niemiec, Polski, Węgier i wielu innych miejsc uważali, że nie robią nic złego”.

To teraz zapytamy: A czy tak właśnie nie było? Co robili szmalcownicy skazywani przez sądy państwa podziemnego? Co miało na myśli Kierownictwo Walki Cywilnej, przestrzegając, że „każdy Polak, który współdziała z ich (hitlerowską) morderczą akcją czy to szantażując, czy denuncjując Żydów, czy to wyzyskując ich okrutne położenie lub uczestnicząc w grabieży, popełnia ciężką zbrodnię wobec praw Rzeczypospolitej Polskiej i będzie niezwłocznie ukarany”? Czy zbrodni ...