POLITYKA

Niedziela, 16 czerwca 2019

Polityka - nr 51 (2276) z dnia 2000-12-16; s. 32-33

Kraj

Ryszarda Socha

Żonatemu biada

Listy do rodzin źle pracujących stoczniowców wywołały nadspodziewany efekt

Czy żony pracowników stoczni będą chodziły do firmy na wywiadówki w sprawie mężów? A może będą otrzymywać z zakładu specjalne premie za sprawowanie nadzoru nad jakością stoczniowej produkcji? Tego rodzaju pytania zadają sobie mieszkańcy Szczecina. Zarząd tutejszej stoczni uznał bowiem, że ich pracownicy bardziej słuchają żon niż pracodawcy.

Do żon sześćdziesięciu pracowników pocztą poleconą został rozesłany list: „Zarząd Stoczni Szczecińskiej S.A. jest zmuszony z przykrością poinformować Panią jako najbliższą rodzinę pracownika Pana ......., iż w najbliższym czasie może dojść do rozwiązania z mężem Pani umowy o pracę. Powodem takiej decyzji jest zła jakość pracy powodująca wzrost kosztów i straty Stoczni (...)”. Tu następują dalsze groźby oraz prośba o „wywarcie wpływu na męża”.

Do autorstwa pomysłu przyznaje się sam prezes zarządu stoczni Krzysztof Piotrowski. I był to ponoć ze strony kierownictwa przejaw czystego humanitaryzmu. Okazało się bowiem, iż grupa spawaczy z nieokreślonych przyczyn zaczęła masowo knocić robotę. Właściwie należało rozwiązać z nimi umowy o pracę. Jednak dla części termin rozstania z firmą wypadłby akurat przed świętami. – Chcieliśmy uniknąć pomówienia o bezduszność – twierdzi prezes. Sugeruje, iż spawacze w knoceniu spawów mieli interes. Może liczyli na dodatkową premię jako zachętę do poprawy. Stocznia zaczęła ...