POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 23 (2708) z dnia 2009-06-06; s. 76-78

Świat

Janek Żdżarski

Została fotografia

Na 20 rocznicę masakry na placu Tiananmen oczywiście nie zaplanowano żadnych obchodów. Wzmożone patrole policji na ulicach Pekinu przed 4 czerwca to przestroga dla wszystkich, którzy zechcą uczcić tamte wydarzenia. Znak, żeby nawet nie próbowali.

Zhang Xianling ma 72 lata i nie przestaje walczyć. Chodzi o wyjaśnienie losów jej jedynego syna Wang Nana, który dziś miałby 39 lat. Zginął od kuli 4 czerwca 1989 r. „Idę na plac, bo tam dzieje się historia”, to były jego ostatnie słowa. Uzbrojony w aparat fotograficzny (bardzo lubił robić zdjęcia), z kaskiem motocyklowym na głowie poszedł dokumentować historię. Chciał się przyłączyć do demonstrantów, bo walczyli o arcyistotne sprawy: wyplenienie korupcji, państwo prawa, poszanowanie praw człowieka, demokrację...

O 3.30 nad ranem kula wystrzelona z karabinu przeszyła grubą powłokę kasku. Żył jeszcze chwilę, ustaliła pani Zhang w toku prywatnego śledztwa, posiłkując się relacjami świadków, garstki, która wyłamuje się z powszechnej zmowy milczenia. Nikt nie udzielił mu pomocy. Tylko jakaś kobieta uklękła przy zakrwawionym ciele Wang Nana i głośno szlochała. On jest demonstrantem! Jeśli stąd nie pójdziesz, zabiję i ciebie! – usłyszała od żołnierza mierzącego do niej z karabinu.

Tymczasem matka Wang Nana odchodził...