POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 38 (2672) z dnia 2008-09-20; s. 26-29

Kraj

Juliusz Ćwieluch

Z punktu widzenia kasjera

Nasz reporter zatrudnił się jako kasjer w hipermarkecie, aby skonfrontować z życiem opinię badaczy rynku, że Polak się wzbogacił i wpadł w szał zakupów. Dyrekcja firmy już na początku potwierdziła, że zauważa się dobrobyt: klienci przestali kraść z głodu, a zaczęli wynosić kawior.

Nabór do hipermarketu przypomina casting na frajera. W pytaniu: dlaczego chce pan dla nas pracować? – jest więcej zdziwienia niż oczekiwania na odpowiedź. Później trzeba jeszcze wypełnić ok. 20 formularzy, którymi biurokracja żywić się będzie długo po naszym odejściu z firmy.

Od kiedy w kadrach zaczęli przydzielać pracownikom sześciocyfrowe numery, z równym spokojem wydaje się formularz do przyjęcia, jak druk o zwolnienie. Chodzi już tylko o to, żeby w tej fali przypływów i odpływów materiału ludzkiego zachować względną równowagę. Ostatnio coraz częściej wspomaganą pracownikami wypożyczanymi na godziny albo dowożonymi specjalnymi autokarami ze wsi położonych 100 km od Warszawy.

Kasjer to chyba najmniej poważane stanowisko pracy na świecie; dowala mu nawet własna firma, tytułując go hostessą (choć intencją tego zabiegu semantycznego jest podobno dowartościowanie). Firma potrafi być szczera – na skierowaniu na badania wstępne jest dopisek: praca w stresującym środowisku. Na szkoleniu z BHP można się dowiedzieć, że w razie pożaru najważniejszym obowiązkiem hostessy ...