POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 12 (3051) z dnia 2016-03-16; s. 56-58

Świat

Tomasz Maćkowiak

Żupan poczeka

Szalona komunistyczna industrializacja, potem skok cywilizacyjny do Europy – wielu Słowaków po prostu nie wytrzymało tempa. I pierwszy raz zagłosowało na faszystę Mariana Kotlebę.

Neonaziści, ultraprawica, ekstremiści, skrajni nacjonaliści – media od lat żonglują takimi określeniami, opisując kolejne dziwne partyjki w europejskich demokracjach. W przypadku Słowacji nie ma potrzeby wertowania słowników: do parlamentu weszli tam najzwyklejsi faszyści.

Wybory parlamentarne z 5 marca przyniosły pat, bo żadna z partii nie może rządzić sama. Ich wynik przejdzie jednak do historii, bo w 150-osobowej Słowackiej Radzie Narodowej pierwszy raz zasiądzie 14 posłów Ludowej Partii Nasza Słowacja. Jej szefem jest 39-letni Marian Kotleba, nowy brunatny szwarccharakter zachodnioeuropejskich mediów.

Kotleba sam jest tą popularnością lekko zaskoczony, ale na pewno nie wystraszony. Na pytania po wyborach odpowiada jak rasowy dyplomata. – Nie pchamy się ani do opozycji, ani do rządu. Nam najbardziej zależy na naszym programie. Prędzej czy później i tak będziemy rządzić.

W to ostatnie nie wierzy dr Michal Vaszeczka, politolog z Bratysławy. – On nie jest w stanie w nieskończoność poszerzać swoich wpływów – przekonuje. – Nie ma w kraju tak wielu ludzi skłonnych oddać władzę budzącym najgorsze skojarzenia typom w ...