POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 34 (2568) z dnia 2006-08-26; s. 64-65

Nauka / Zdrowie

Paweł Walewski

Żyć aż do czterdziestki

W ostatniej dekadzie wydatki na walkę z AIDS wzrosły z 300 mln do 8 mld dol., ale nie spowolniło to rozwoju epidemii. Czy to znaczy, że świat zmarnował wielkie pieniądze?

Dick Kayemba dotarł do Toronto po 24 godzinach podróży. Nie dlatego, że kilka linii lotniczych zawiesiło w tych dniach swoje loty przez Atlantyk ani nie z powodu bagażu podręcznego, który mogliby zakwestionować celnicy. Wszystkie rzeczy osobiste, jakie Dick przywiózł do Kanady, zmieścił w jednej małej torbie i chociaż w Ugandzie – skąd pochodzi – zostawił niewiele więcej, to wciąż powtarza, że spotkało go szczęście, jakiego się nie spodziewał. Po pierwsze, w wieku 42 lat po raz pierwszy mógł wyjechać za granicę. Po drugie – będzie miał dostęp do leków na HIV, dzięki którym pewnie uda mu się dożyć sędziwej starości. Tylko że starość to w Afryce pojęcie względne: w Ugandzie średnia długość życia mężczyzn wynosi 48 lat, w Angoli – 38, a w Suazi – 36.

Jeszcze kilka lat temu najbiedniejsze kraje świata wymierały na AIDS z powodu ograniczonego dostępu do leczenia – spośród 28 mln zakażonych stać było na nie zaledwie 30 tys. ludzi. ...

Na świecie żyje obecnie 38,6 mln ludzi zakażonych wirusem HIV, dwukrotnie więcej niż 10 lat temu. 48 proc. z nich to kobiety (w Afryce – 59 proc.). Tylko w 2005 r. przybyło 4,1 mln nowych zakażeń (w tym 540 tys. u dzieci), a z powodu AIDS zmarło 2,8 mln osób. Od 1980 r. życie straciło 25 mln chorych.

Złudne zakazy

Rozmowa z Katarzyną Malinowską-Sempruch, szefem nowojorskiego programu redukcji szkód związanych z HIV i AIDS w Europie Centralnej i Wschodniej

 

W Polsce brakuje pieniędzy na profilaktykę zakażeń HIV, a nasi posłowie chcą zakazać reklam prezerwatyw. Czy to rozsądna decyzja?

AIDS jest chorobą przenoszoną drogą płciową i rozważania, czy prezerwatywy zapobiegają przenoszeniu wirusa, zakończyły się na świecie co najmniej 10 lat temu. Ludzie są aktywni seksualnie i kropka. Nawet gdybyśmy ich błagali, by czekali z tym do zamążpójścia i pozostali wierni jednemu partnerowi, to nie wszyscy posłuchają. Więc stosowanie prezerwatyw trzeba promować – administracyjny zakaz jest z punktu widzenia zdrowia publicznego decyzją fatalną.

Czy jeśli przestaniemy edukować młodzież na temat bezpiecznych zachowań seksualnych, uważając taką edukację za niemoralną, możemy spodziewać się wzrostu liczby zakażonych?

Oczywiście. Polska jest między dwoma światami: Europą Zachodnią z dobrze kontrolowaną liczbą zakażeń i kompletnie pozbawioną takiej kontroli Europą Wschodnią. A to, co politycy prywatnie sądzą na ten temat, nie powinno mieć żadnego znaczenia. Gdy byłam niedawno w Rosji, zdumiałam się pytaniem policjanta, czy lubię narkomanów. Ja zajmuję się profesjonalnie zapobieganiem AIDS, a moje prywatne poglądy na temat narkomanii, prostytucji czy seksu nie są w tej pracy w ogóle istotne. Zresztą Rosja to osobny temat. Jeśli tamtejszy rząd nie zacznie szybko działać, może powtórzyć się tam epidemia na skalę afrykańską.

Zajmuje się pani AIDS od 16 lat, najdłużej pracując w Polsce. Wykorzystaliśmy dobrze ten czas?

Nie. Wciąż żyjemy w ułudzie abstynencji – seksualnej i narkotykowej – która ma uratować ludzi przed epidemią. Nie wierzę zbieranym w Polsce danym obrazującym skalę zagrożenia. Oficjalnie mówi się o ok. 10 250 zakażonych od 1985 r., ale skoro w przypadku 30–40 proc. nowych zgłoszeń nieznana jest nawet prawdopodobna droga infekcji (homoseksualna, heteroseksualna, a może przez brudne igły?), to my niewiele wiemy! W Polsce jest wciąż za mało miejsc, gdzie testy można wykonać anonimowo. Punkty wymiany igieł i strzykawek pojawiają się i znikają, a z kuracji metadonowej, będącej substytutem dożylnie wstrzykiwanej heroiny, korzysta w całym kraju zaledwie 700 osób. Znacznie poniżej potrzeb.