POLITYKA

Czwartek, 14 grudnia 2017

Polityka - nr 50 (3039) z dnia 2015-12-09; s. 102-104

Ludzie i style

Urszula Schwarzenberg-Czerny

Życie na bateriach

Rozładowany telefon wywołuje irytację i zmusza do szukania gniazdka. Bo współczesne życie nadal zależne jest od niedoskonałej baterii.

Nad wszystkimi gniazdkami w kolejce miejskiej w Londynie jest informacja, że są tam jedynie dla ekipy sprzątającej i nie można z nich publicznie korzystać. Odkurzacze podłączane są do nich tylko w czasie postoju w zajezdni, podpięcie się do nich w czasie ruchu małym urządzeniem elektrycznym może więc grozić przepięciem. A jednak policja brytyjska aresztowała tego lata pasażera, który nie chciał wyjąć ładowarki do telefonu z takiego publicznego kontaktu.

Czterej mundurowi zatrzymali go za kradzież prądu, wykroczenie karane na Wyspach maksimum pięcioma latami więzienia. Został wypuszczony bez stawiania zarzutów i zaraz potem ponownie aresztowany, tym razem za agresywne zachowanie. Mężczyzna i policja kolejowa przedstawiali potem swoje odmienne stanowiska w brytyjskiej prasie, która przy okazji zajęła się tematem nomofobii (no-mobile-phone phobia, z ang. lęk przed brakiem telefonu, hasło nieprzyjęte jeszcze w terminologii medycznej). Historia ta łączona była z dostępnym na YouTube nagraniem ataku histerii pasażerki hongkońskiego metra, która nie mogła znaleźć kontaktu dla swojego wyłączonego telefonu, i nagraniem z zatrzymania amerykańskiego nastolatka, który próbował podpiąć ładowarkę do sztucznego gniazdka w scenografii, w trakcie trwania spektaklu na Broadwayu. Tłumaczył, że miał tylko 5 proc. mocy, bo cały dzień wydzwaniały do niego różne dziewczyny.

Niepokój, gdy rozładowuje się telefon, i przesterowanie całej uwagi na znalezienie wolnego gniazdka dotyka każdego, choć zwykle nie dochodzi do załamania psychicznego lub konfrontacji z policją. Ale generalnie samo pamiętanie o regularnym podładowywaniu telefonów czy laptopów wpisuje się w kategorię znanych, powtarzalnych zachowań, takich jak modlitwa, mycie zębów, regularne branie leków. Tyle że jednocześnie jest w bateriach właśnie coś wyjątkowego i nowego, bo zużywają się w nieprzewidywalny sposób.

Nie ma od nich ucieczki. Ich moc jest mierzalna i wpisuje się w mocny trend wychodzący poza same baterie: zaczynamy prowadzić życie w liczbach (w telefonie sprawdzamy liczbę przemierzonych kroków, spalonych kalorii, dzięki odpowiednim aplikacjom także minut spędzonych na rozmowach w tygodniu z bliską osobą). – To jest takie dziwne, że nasze całe życie jest mierzalne. Bateria też jest tego elementem. Nie jest tak, że ona nam po prostu siada. Widzimy wcześniej, że tam jest te 2 proc. mocy – mówi Alek Tarkowski, doktor socjologii, kierujący Centrum Cyfrowym Projekt: Polska.

Najsłabsze ogniwo

Norma jest taka, że zaawansowane urządzenia, podłączane do gniazdka rytualnie co noc, bez pożarcia w międzyczasie energii, gasną codziennie najczęściej późnym popołudniem. Sprawne telefony, tablety, zegarki czy laptopy przemieniają się w wyciemnione, nienadające się do podjęcia kontaktu bryły. No i wywołują irytację.

Czekające wewnątrz tych czarnych brył na podpięcie do prądu baterie litowo-jonowe nie zmieniły się specjalnie od momentu, gdy zostały wypuszczone na rynek w 1991 r. przez firmę Sony. Dzięki poszerzaniu pojemności baterii poprawia się tylko czas ich działania (od 1991 r. co dwa lata jest lepiej tylko o 12 proc.). Montowane są w przeważającej większości urządzeń elektrycznych. Paradoks polega na tym, że urządzenia stają się jednocześnie skomplikowane wewnętrznie, lżejsze, tańsze i wymagają coraz większej mocy. Nawet inteligentne zegarki mają w sobie bardziej zaawansowaną technologię niż pierwszy łazik wysłany przez NASA na Księżyc. A zasilająca je bateria nadal budowana jest według jednego, wymyślonego w 1800 r. przez Alessandro Volta schematu: dwie elektrody i znajdujący się pomiędzy nimi przewodnik – elektrolit.

Ogniwa litowo-jonowe zmieniają się nawet wolniej, niż przewidywałoby to prawo Moore’a (zgodnie z nim co dwa lata podwaja się liczba tranzystorów w procesorach komputerów). Nieprzerwanie trwają prace nad wynalezieniem dla nich chemicznego zamiennika, który byłby w stanie funkcjonować nie kilka godzin, tylko kilka dni, przy tej samej, a może mniejszej wielkości samej baterii. Technologia przyszłości, wymyślana przez państwowe zespoły naukowców i laborantów w Apple, Samsungu czy Tesli, przyniesie zapewne większą niezależność od kabla i kontaktu. A superbateria sprawi, że ogniwa litowo-jonowe (podobnie jak wcześniej paluszki AA) wydadzą się w końcu tworem z epoki kamienia łupanego.

Patent z Polski

Tesla wprowadziła w tym roku na rynek ogniwa Powerwall, które mają gromadzić, przechowywać i dostarczać do domów odnawialną energię. Większość dużych firm koncentruje się na udoskonaleniu dobrze znanych baterii litowo-jonowych. Apple udało się zmienić kształt baterii i również w tym roku wypuściło na rynek pierwsze produkty, w których ogniwa wypełniają całą wolną przestrzeń wewnątrz obudowy. Dzięki temu zwiększyło czas pracy swoich laptopów nawet do 12 godzin. Mniejsze zespoły naukowców przyglądają się rozwią...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]