POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 4 (2229) z dnia 2000-01-22; s. 34-36

Świat

Artur Górski

Życie po Franju

Chorwacja: Kto będzie prezydentem czasu pokoju?

Porażka w wyborach parlamentarnych (3 stycznia) partii zmarłego niedawno prezydenta Franja Tudjmana to dla Chorwacji coś więcej niż polityczne trzęsienie ziemi: to być może początek nowego kraju, gdzie wojna jest historią, a nie stałym stanem społecznej świadomości. Czy mające się odbyć 24 stycznia wybory prezydenckie potwierdzą zmianę?

Koalicja socjaldemokratów (SDP) Ivicy Raczana i liberałów (HSLS) Drażena Budiszy już od dłuższego czasu zyskiwała coraz wyższe notowania w sondażach, przy jednoczesnym spadku popularności rządzącej od 10 lat Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej (HDZ), stworzonej przez prezydenta Franja Tudjmana. Gdy w grudniu 1999 r. po długiej chorobie zmarł ów charyzmatyczny polityk, stało się jasne, że HDZ przegra wybory. Bo to Tudjman był Wspólnotą. Bez niego partia może nie przetrwać. Jak powiedział Mirko Galić, redaktor naczelny chorwackiego pisma „Globus”: tudjmanizm, który był mieszanką rządów autorytarnych, nacjonalizmu i socjalizmu, odszedł wraz ze swoim twórcą.

Jednak nikt nie spodziewał się aż takiej katastrofy – HDZ uzyskała niespełna 28 proc. głosów (cztery lata wcześniej 44 proc.), podczas gdy koalicja prawie 40 proc. Politycy w Zagrzebiu dość zgodnie twierdzą, że wybory te były w gruncie rzeczy plebiscytem – nie tyle za konkretnym programem, ile za wizerunkiem Chorwacji. Czy ma to być kraj, gdzie ludzie żyją w permanentnej gotowości do kolejnej wojny, bez sprzeciwu oddający swe losy w ręce jednego ugrupowania ...