POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 24 (2354) z dnia 2002-06-15; s. 85-87

Społeczeństwo / Ludzie

Barbara Pietkiewicz

Życie po kulach

Historia skazanego za zabójstwo i ułaskawionego sierżanta policji

Minęło z górą pięć lat, od kiedy sierżant sztabowy Jan Gala strzelał na przystanku na warszawskim Bródnie. I kilka tygodni od ułaskawienia go przez prezydenta. Na tę decyzję bez wątpienia wpłynęła opinia publiczna, która po kolejnych zabójstwach policjantów coraz liberalniej patrzy na problem używania przez nich broni. A gdzie jest sam Gala? Gdzieś między poczuciem winy a poczuciem chwały.

Żona sierżanta sztabowego na emeryturze Jana Gali dobrze się czuje na parterze bloku w mieście O. Choć o kulach, piecze ciasta i gotuje. Otacza gościa falą gościnności, która obezwładnia. Mąż wtóruje w serdeczności, jeszcze z urodzenia wschodniej, kresowej.

Lecz nie mają zbyt wielu znajomych. W mieście O., dokąd wyjechali z Warszawy, żeby uniknąć ewentualnych szykan (choć może z czasem by one zanikły), nie mają ich wcale. Z powodu tego, co się stało, a także, że Jan Gala żyje zawsze według zasad, które wytyczają przełożeni lub on sobie sam. Żadnej elastyczności, żadnego krętactwa, sztywna, żelazna prostolinijność. Ludzie lubią bardziej giętkich. Żelaźni budzą nieuświadomiony lęk.

Jan Gala, kiedy przychodził do domu swego adwokata (z urzędu), żeby omówić sprawy związane z procesem, przywoził ze sobą kapcie oraz szczoteczkę do czyszczenia butów, którą zostawiał w przedpokoju. Nie chciał podeszwami nabrudzić. Lubi porządek. Zawsze o tej samej porze telefonował do mecenasa po ewentualne nowe ustalenia. Melduję się – mó...