POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 52 (2839) z dnia 2011-12-21; s. 164-169

Coś z życia

Ewa Winnicka

Życie po śmierci – zajęcia terenowe

A potem przyszedł esemes z domu dziecka od najstarszej dziewczynki: „Dzwonili z nieba, że im uciekła aniołek. Niech się pani nie boi, nic nie powiedziałam, gdzie pani jest”.

Pierwsze wyjście w teren wolontariuszki Marzeny było skokiem na głęboką wodę. Podczas wizyty zmarła młoda pacjentka i wolontariuszka musiała zająć się czuwającą przy łóżku rodziną. Tak więc wypiła herbatę, posłuchała kilku historii o zmarłej. Od razu poczuła bliskość, na którą zwykle pracuje się latami; oraz zaszczyt.

Dekadę później Marzena może wyliczyć, co jest szczególnie ważne dla nieuleczalnie chorego i jego rodziny. Tak więc na przykład: słuchanie siebie nawzajem i unikanie uporczywego karmienia (jedzenie to zdrowie, uważa rodzina). Albo: myślenie o dniu dzisiejszym, a nie o jutrze (lub, co gorsza, o przyszłym roku).

Łatwizna

Gdy człowiek umiera, jego rodzina musi się podnieść o własnych siłach i zwykle na własny rachunek. Niestety, często się nie podnosi. Dlatego rodzinom należy pomagać. By słowo hospicjum nie kojarzyło im się z kapitulacją, bo ono oznacza opiekę i gościnność.

Marzena zrozumiała to i odczuła mocno, ...

Więcej zdjęć na: www.polityka.pl/oczy