POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 51 (2634) z dnia 2007-12-22; s. 30-34

Kraj

Ewa Winnicka

Życie pozagiełdowe

Polaków w londyńskim City obowiązuje standard: długie godziny pracy, ostentacyjna konsumpcja, piątki, kiedy pije się drinki i wymienia wizytówkami. Elementem kodu staje się też pochylanie nad rodakami, którym sukces nie był jeszcze dany.

Siedem lat temu Paweł Czupryna wylądował na dworcu Victoria i nie zapowiadał się na polskiego profesjonalistę w City. Miał 300 dol., 18 lat i świeżo zdaną maturę. Zanim więc dostał posadę maklera w Barclays Bank, rozwiązał kwadraturę ograniczeń imigracyjnych sprzed akcesji do UE. Człowiek nieuczący się nigdzie nie mógł dostać legalnej pracy. Żeby podjąć naukę w szkole, musiał mieć pieniądze, których nie mógł legalnie zarobić.

Paweł mieszkał z ośmioma podobnymi w pokoju w dzielnicy Hammersmith i szukał pracy. Po trzech tygodniach knajpa przy Oxford Circus pozwoliła mu podawać drinki. Zmywał trzy miesiące, żeby zapisać się na kurs angielskiego, a potem jeszcze rok, by zarobić na studia. Trzy lata studiów skończył w dwa, po czym wciągnęło go City. Wciągnęłoby jeszcze Rafała, starszego brata Pawła, gdyby nie zadecydowali wspólnie, że jeden zostanie we Wrocławiu, żeby rodzice nie tęsknili. Paweł zabezpiecza rodzinę zza Kanału. Ostatnio za pomocą mieszkań, w które inwestuje zarobione pieniądze.

Inwestowaniem w nieruchomości zaraził menedżerkę knajpy, ...