POLITYKA

środa, 17 lipca 2019

Polityka - nr 31 (3171) z dnia 2018-08-01; s. 88-90

Kultura

Michał R. Wiśniewski

Żyjemy we śnie Dicka

Pół wieku temu ukazała się jedna z najbardziej wpływowych książek science fiction w historii. Filozoficzny dramat odgrywany w tandetnych dekoracjach literackiej pulpy, który jednak wydaje się coraz bardziej realny.

W 1966 r. kalifornijski pisarz Philip K. Dick miał 38 lat i był doświadczony przez życie. Po trzech rozwodach rozpoczynał właśnie kolejne małżeństwo (jak się później okazało, przedostatnie). Wydał około 20 powieści science fiction (i miał wydać 20 kolejnych), za „Człowieka z Wysokiego Zamku” dostał nawet branżową nagrodę Hugo. Napisał kilka powieści w duchu głównego nurtu, których – wbrew ambicjom – nie udało mu się sprzedać żadnemu wydawnictwu. Miał problemy osobiste, finansowe i zdrowotne. Mimo to niczym robot pisał kolejne powieści – w tym samym roku ukończył aż cztery. Jedną z nich był polecany przez Stanisława Lema „Ubik” (wyszedł w 1969 r., w Polsce sześć lat później), kolejna zaś miała otworzyć Dickowi drzwi do krainy snów i sukcesów, ale – jak wszystko w jego życiu – wydarzyło się to w nieodpowiednim czasie. „Blade Runner” w reżyserii Ridleya Scotta, na podstawie opublikowanej w 1968 r. powieści „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”, wszedł na ekrany kin krótko po przedwczesnej śmierci pisarza w 1982 r.

<...