POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 48 (2169) z dnia 1998-11-28; s. 76-78

Społeczeństwo

Rafał A. Ziemkiewicz

Żywotna degeneratka

"Jak będzie w przyszłości?" - zapytano swego czasu Alfreda Bestera, znakomitego amerykańskiego pisarza science fiction. "Tak samo, tylko bardziej" - padła odpowiedź. W świetle tej zasady pisanie o przyszłości wydać się musi najprostszą robotą pod słońcem: wystarczy tylko rozejrzeć się dokoła. Tymczasem trafne przepowiednie zdarzają się nader rzadko, gdyż główną trudność pisania o jutrze stanowi zinterpretowanie tego, co dzieje się dziś. Nasze myślenie o przyszłości demokracji jest tego doskonałym dowodem.

Mam wrażenie, że w oczach przyszłych pokoleń przełom wieków XX i XXI będzie przede wszystkim czasem gigantycznej hipokryzji. Zamiast uznania faktów, zachowujemy się jak obywatele Rzymu, którzy w dwa wieki po Juliuszu Cezarze wciąż żyli w przekonaniu, iż ich ojczyzna jest rzeczpospolitą.

W istocie demokracja i jej zdobycze są już dzisiaj fikcją, i to fikcją niezwykle rozbudowaną, wielopoziomową - której kolejne warstwy dobudowywano zbiorowym wysiłkiem przez całe lata. Wszyscy są za demokracją, procedury wyborcze stanowią warunek uczestnictwa kraju w światowych strukturach, demokratyczna frazeologia leje się z każdej gazety i każdego głośnika. Ale zarazem w krajach najbardziej rozwiniętych demokracja w sposób oczywisty nie spełnia swej roli. W zamierzeniu miała być sposobem, w jaki społeczeństwo sprawuje kontrolę nad swoimi władcami. Ale w praktyce mamy tylko karuzelę władzy: opozycję, która demonstruje wrażliwość społeczną i obiecuje, że jeśli wybierzemy ją do władzy, wszystko wszystkim da - oraz partie rządzące, które demonstrują fachowe podejście do ...

Tagi

demokracja